Zalewają nas coraz większe fale ubrań, których nie nosimy z różnych powodów. Nasz budżet powoli nie gra tu roli – ubrania produkowane masowo są coraz tańsze i coraz bardziej dostępne dla każdego. Dlatego też kupowanie przychodzi nam z łatwością. Jak nie dać się zwariować podczas wyprzedaży i wykorzystać ten moment na zmianę sposobu ubierania?
Wracasz do domu z kilkoma siatkami zakupów. W pierwszej – trzy kolejne koszulki. W drugiej ósma para spodni. W kolejnej – cekinowy top, który nie dość, że jest średnio skrojony, to jeszcze strasznie gryzie, ale przecież może kiedyś się przyda… Właśnie, może. Z pomocą przychodzi tu slow fashion, czyli nowy trend w modzie.

Główna zasada slow fashion mówi, aby nie kupować wciąż więcej i więcej ubrań – zamiast tego zainwestować w kilka, porządnie wykonanych i dobrych gatunkowo sztuk odzieży. Ubrania z trwalszych, lepszych materiałów, takich jak wełna, czysta bawełna czy len są nie tylko bardziej przyjazne dla naszego ciała i środowiska, ale także posłużą nam dłużej. Slow fashion pozwala też na znalezienie własnego stylu, zamiast bezmyślnego podążania za wszystkimi trendami. Mniejsza ilość ubrań w szafie pozwala na stworzenie własnej tak zwanej kolekcji kapsułowej, czyli takiej, w której dowolnie można zestawiać ze sobą różne elementy, które prawie za każdym razem tworzą wspólną całość.
Rozważania nad stworzeniem własnej kolekcji kapsułowej pomogą także poznać samego siebie – figurę, proporcje, typ urody. To ważne informacje, które w znacznym stopniu pomogą w przyszłości podczas wybierania odpowiedniego kroju spodni, długości sukienki czy spódnicy, albo rodzaju dekoltu bluzki – zamiast podążać za trendami, które nie muszą wyglądać dobrze na każdym, będziemy podążać za potrzebami swojej sylwetki.
